wiosna

Dwie strony życia, byłam po każdej. Tą drugą, zamieniłam w coś pozytywnego.

Dwie strony życia, byłam po każdej. Tą drugą, zamieniłam w coś pozytywnego.

Dlaczego dwie strony? Pierwsza, bo byłam pacjentem i wiem co czują sami, co czuje rodzina. Druga, bo dzisiaj mogę im pomóc profesjonalnie, bo sama to odczułam. Jeden człowiek w podwójnej roli.

10 lat życia w nowym ciele od tamtego momentu. Kwiecień. Pamiętny miesiąc. Jeszcze ani razu, tak nie podeszłam sentymentalnie do tego wydarzenia, jak teraz.

Nowe ciało, nowe życie, a przede wszystkim moje dziecko, jakim jest Fundacja Poparzeni.

Moja praca jest niesamowicie satysfakcjonująca, wymaga dużo pracy, zarówno osobiście, jak i zawodowo. Mimo, że w fundacji nie zarabiam, podchodzę do niej profesjonalnie.

Pasja i energia jest szczególnie ważną częścią tego wszystkiego. Codzienna praca, którą wykonuję, polega na zorganizowaniu „nowego życia” pacjentowi i jego rodzinie, opracowując plan pomocy.

Jednym z najtrudniejszych aspektów tej pracy jest zaakceptowanie faktu, że nie mogę zmienić danej chwili, która doprowadziła do tego nieszczęścia. Kiedy rozmawiam z pacjentem, z jego członkiem rodziny wiem, że ich długa droga dopiero się rozpoczęła. Na początku doświadczają oni niewyobrażalnego stresu, szoku i przeogromnej nie wiedzy. I płacz. Płaczą oni, płaczę ja. To oczyszcza, pomaga wyrzucić emocje z ciała. Nigdy nie okłamuję i nie mówię „będzie dobrze”, to najgorsze co człowiek może usłyszeć na początku, gdy wyglądem przypomina „skwarkę”. Jestem świadkiem ich cierpienia, bólu, upadku a następnie uśmiechu, radości, małych kroków stawianych w codziennym dniu.

Nie sposób wczuć się w cierpienie innej osoby, nie doświadczając go również. Często nie mamy kogo obciążyć tym doświadczeniem, tego co nam się przydarzyło, gdy wypadek powstał z naszej winy. W jednej osobie jest się ofiarą i sprawcą. To najgorszy ból psychiczny, bo sami siebie obwiniamy. Bynajmniej z mojego punktu widzenia. Sama byłam sprawcą i nie mogłam nikogo obciążyć winą, wykrzyczeć mu, powiedzieć „to przez ciebie”. Za nim to zrozumiałam, minęło sporo czasu. Pozwoliłam, sama sobie wykrzyczeć „ty mi to zrobiłaś”. To pomogło. Pokonując kolejne etapy leczenia, oswajając/poznając kolejne emocje, to prowadziło do lepszej komunikacji z innymi a także do lepszego stanu emocjonalnego.

Oparzenie jest sporym wyzwaniem w życiu pacjenta, rodziny. Ta sytuacja sprawia, że każdy czuje się bezsilny. Wszystkich życie zmienia się na zawsze i do końca życia. Jedni dają radę, inni nie. Zamykają się w czterech ścianach i swoim bólem lub szukają pomocy, chcąc na nowo nauczyć się żyć.

Kwiecień, wiosna, początek nowego życia. Wszystko się budzi. Obudziłam się ja. Nie, nie będzie tortu, nie będzie świeczek, ale tam z tyłu głowy gdzieś głęboko „siedzi”, że jednak w tym dniu dostałam nowe życie.

Posted by JolaG in Bez kategorii, 0 comments