Po drugiej stronie łóżka

Kiedy wchodzę na Oddział Intensywnej terapii dla pacjentów po oparzeniu ciała, otwieram pojedynczo drzwi. Zgodnie ze szpitalnym protokołem, przebieram się w odzież ochronną, na głowę zakładam czepek, dokładnie myję ręce w umywalce przed wejściem na oddział.

Zostawiam wszystkie rzeczy osobiste, zabieram przeważnie tablet i rysik, żebym mogła zapisać najważniejsze rzeczy, które przekaże mi pacjent, podczas rozmowy lub personel medyczny.

Przybywam na oddział jako członek personelu medycznego i pokorą osoby, która przeżyła ciężkie oparzenie ciała.

Wchodzę do sali, witając się uśmiechem, przedstawiam się kim jestem i czym się zajmuję. Można powiedzieć, że mam to szczęście, że na pierwszy rzut oka widać (pod tą całą odzieżą medyczną) moje blizny po oparzeniu. Pacjent uważnie mi się przygląda a ja zawsze patrzę prosto w oczy. Nie spoglądam na oparzenia, na opatrunki, bo sama wiem po sobie, jak to boli psychicznie w tej danej chwili. Przeważnie pacjenci, sami zaczynają mówić. Czasem te zdania, wspomnienia są nie spójne ale kiedy zauważam, że pacjent zaczyna się denerwować, wspominając dany wypadek, szybko zmieniam temat. Czasem karmię, czasem pomagam się napić, czasem to jest kilka kroków, czasem jest śmiech a czasem gorzki płacz.

Podczas rozmowy, uważnie wypatruję sygnałów niewerbalnych, jak: zmiana postawy ciała, poruszenie na łóżku, pochylenie głowy, chowanie dłoni, pojawienie się uśmiechu, łzy czy grymas na twarzy. I choć pacjent myśli, że dobrze się maskuje to lata doświadczenia zawodowego z pacjentem po oparzeniu, nauczyły mnie rozpoznawać te sygnały.

Nie jestem typowym, sztywnym terapeutą psychotraumatologiem a człowiekiem, który oprócz wsparcia psychologicznego, daje coś więcej. To przeważnie od lekarzy i pielęgniarek słyszę „po Pani wizycie, zaczyna lepiej funkcjonować, podnosi się.” Kiedy nie mogę być na oddziale osobiście, rozmawiamy online, co najmniej raz w tygodniu. Jeśli pacjent jest przed zabiegiem, także jestem, chociaż na małą chwilę, żeby uspokoić pacjenta.

Często podczas rozmowy, pada pytanie „kiedy wrócę do domu?”, ale na to pytanie, nikt nie jest wstanie odpowiedzieć. Za nim ktokolwiek odpowie na te pytanie, pacjent musi pokonać długą drogę zdrowienia psychicznego i fizycznego. I z mojego doświadczenia zawodowego i osobistego, wiem, że jak psychicznie jesteśmy w złym stanie to i leczenie fizyczne nie idzie.

Jak to zrobić? Z każdym pacjentem, omawiam indywidualny plan leczenia psychicznego i powrót do sprawności. Kiedy lekarze, pielęgniarki mi przekazują, że pacjent może to i to ale nie chce współpracować, to ja przejmuję zadanie. Ustalamy małe kroki, które stopniowo zwiększamy z tygodnia na tydzień. W czasie rozmowy z pacjentem, wiele się dowiaduję i staram się tak ułożyć plan, aby widział swoje małe kroki, które wykonuje z tygodnia tydzień. Zaczynamy od umycia twarzy, zębów, posmarowania się wazeliną, próba samodzielnego jedzenia, siadania na łóżku czy zrobienia kilku kroków. Kiedy zaczynają odczuwać, że jednak jest ktoś obok, kto faktycznie się nim interesuje i że pamięta, o czym ostatnio rozmawialiśmy, ich leczenie idzie do przodu.

Także to, że sama przeżyłam oparzenie ciała i dzisiaj jestem w tym swoim miejscu, to także pacjentom wiele daje, że można wszystkie przeciwności losu pokonać.

Zawsze pacjentom przypominam, aby nie skupiali się na tym, czego w danej chwili nie są w stanie pokonać/zrobić ale żeby się skupili, na swoich małych krokach, na swoich małych sukcesach.

1 thought on “Po drugiej stronie łóżka”

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *